IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Bar "U Teddy'ego"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
James Deforest

Pisarz


avatar
Liczba postów : 28

PisanieTemat: Bar "U Teddy'ego"   Wto 22 Gru 2015, 17:17

Żaden Teddy nie istnieje, tak dla ścisłości. Nazwa baru jest po prostu łatwym do zapamiętania sloganem, a imię jego faktycznego założyciela przyprawia o połamanie języka (koleś pochodzi podobno z zachodnich Niemiec). W każdym razie taki właśnie napis widnieje na tanim neonie przyozdabiającym wejście do budynku. Sam obiekt umiejscowiony został we wschodniej części Insomnium, niemalże na granicy miasta. Ceglany, pokryty warstwą odchodzącej farby wygląda dosyć obskurnie i pełni funkcję mekki ludzi, którzy mają ochotę zalać się w trupa, nie płacąc przy tym zbyt wiele.

Wnętrze lokum jest przestronne i urządzone w stylu punkowych knajp z wczesnych lat '90. Nagie ściany przykryte są plakatami filmów i zespołów, o których mało kto słyszał. Wzdłuż całej wschodniej ściany ciągnie się drewniana lada, za którą urzęduje co najmniej kilku barmanów. Niestabilnie wyglądające półki uginają się od alkoholu i, o dziwo, można dostać tutaj nawet markowe napoje wyskokowe. Na parkiecie rozstawione są kwadratowe stoliki dla dwóch osób, zaś obok nich większe, mające pomieścić grono kilku ludzi. Z racji niewielkiej liczby gości interes zaczyna powoli podupadać, dlatego przy północnej ścianie postawiono scenę, na której trzy razy w tygodniu odbywają się koncerty okolicznych zespołów. W takie dni przychodzą tutaj głównie kolesie w skórzanych kurtach, roboczych butach i z najeżonymi, kolorowymi włosami, grając muzykę idealnie odzwierciedlającą ich wygląd - brudną, wulgarną i zbuntowaną. To właśnie dzięki tym koncertom bar zaczyna powoli wychodzić na prostą.

Jeżeli dobrze zagadasz z tutejszą obsługą i bywasz w barze dosyć często, możesz dostać tutaj całkiem niezły towar w przystępnej cenie. Mowa tutaj oczywiście od dragach wszelkiej maści. Nie wiadomo, skąd właściciel ma to wszystko, ale podejrzewa się go o jakieś kontakty z okolicznymi gangami.

_________________

"Najstarszym i najsilniejszym uczuciem znanym ludzkości jest strach, a najstarszym i najsilniejszym rodzajem strachu jest strach przed nieznanym."
☥ Idzie zima... ☥
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Deforest

Pisarz


avatar
Liczba postów : 28

PisanieTemat: Re: Bar "U Teddy'ego"   Wto 22 Gru 2015, 17:45

Zima nie dawała o sobie zapomnieć nawet na chwilę, szarpiąc lodowatym wiatrem wszystko na swojej drodze. Późna pora i śnieżyca nie sprzyjały rekreacyjnym przechadzkom, lecz James Deforest ponownie poczuł potrzebę zatopienia swego schorzałego umysłu w alkoholu. Czuł się źle, bardzo źle. Było to spowodowane tym, że po raz kolejny w przeciągu ostatnich dni czuł obecność czegoś, czego jego umysł nie był w stanie skorelować. Co więcej - on sam tego nie chciał. Wiedział, że cokolwiek czai się na niego w zakamarkach nocy jest apogeum wszelkiego zła i abominacją tak okrutną, że żaden ludzki umysł nie byłby w stanie opisać tego słowami.

Wyszedł z domu, kiedy to, co do tej pory uważał za sprawkę wiatru, okazało się być ciężkimi, powolnymi krokami w korytarzu, choć ilekroć sprawdzał nikogo tam nie było. Zabrał więc portfel, ubrał się i szybkim krokiem opuścił mieszkanie z zamiarem skierowania swych kroków do często odwiedzanego przez niego baru "U Teddy'ego". Było to kolejne z miejsc, do których - o ile nie trafiłeś na jeden z koncertów - przychodziło raptem paru gości. Chciał napić się w spokoju, a potem... Sam jeszcze nie zdecydował.

Pisanie opowiadania, które zobowiązał się wysłać w terminie, będącym zeszłym czwartkiem, szło mu niczym krew z nosa. Nie dlatego, że nie miał pomysłów (tym bardziej, że ich źródło pozostawało niewyczerpaną skarbnicą), ale właśnie z powodu narastającej obecności czegoś. Wiedział, że nieuchronnie zbliża się do punktu ostatecznego rozwiązania sytuacji, choć starał się unikać myślenia o tym, jak mógł.

Idąc zaśnieżoną drogą, dotarł w końcu do upragnionego baru. Strzepnął śnieg z płaszcza, obstukał pantofle i wkroczył do środka. Z miejsca uderzyła go fala przyjemnego ciepła i jeszcze przyjemniejszego zapachu alkoholu. Rozejrzał się po pomieszczeniu - pusto, nie licząc dwóch facetów i obsługi. A zatem trafił w idealnym momencie. Skierował się w stronę najbardziej oddalonego, wolnego stolika, a jego kroki odbijały się cichym echem. Zrzucił płaszcz, położył kapelusz na blacie i machnął na kelnerkę. Ta podeszła, a James jednym słowem poprosił o butelkę irlandzkiej Greenore (wbrew pozorom była dosyć tania) i szklankę czystej. Popatrzyła na niego z uśmiechem, którego jednak nie odwzajemnił.

Palił już drugiego papierosa, kiedy stanęła przed nim butelka z jasnobrązową cieczą. Nalał sobie do pełna, opróżniając ją jednym łykiem i od razu uzupełnił szklankę. Z oddalonego radia zaczęły dobiegać przyjemne, jazzowe dźwięki, a on powoli zapadał w alkoholowy trans.

_________________

"Najstarszym i najsilniejszym uczuciem znanym ludzkości jest strach, a najstarszym i najsilniejszym rodzajem strachu jest strach przed nieznanym."
☥ Idzie zima... ☥
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belphegor

Kreator


avatar
Liczba postów : 14

PisanieTemat: Re: Bar "U Teddy'ego"   Wto 22 Gru 2015, 18:29

Spokój mężczyzny nie trwał długo. Mógł zauważyć, że wnętrze baru staje się powoli coraz tłoczniejsze, a i coraz dziwniejsze postacie kradły jego tlen, nienamacalnie brudziły przestrzeń osobistą. Nie byli to goście, którzy pojawiali się tutaj i stanowili naturalny wystrój lokalu – byli inni, całkiem niecodzienni. Nad barem można było zauważyć niewyraźnie majaczący, pokracznie narysowany plakat, którego największy nagłówek głosił: „Belphegor: występ u Teddy'ego”, a dalej widać było kilka szczegółów, takich jak godzina i data – dzisiejsza.
Przy scenie zrobiło się tłoczniej. Sylwetki chciały kraść tlen, ale nie sobie nawzajem, nie każdemu – upatrzyli sobie jedną osobę, której to mieli odbierać tak potrzebny do życia gaz. Mógł zauważyć, jak niebieski łeb zamajaczył nad resztą osób. Właściciel był tak wysoki, czy też wkraczał na podwyższenie? A może oba naraz? Gdy już zajęła swoje miejsce przy mikrofonie w świetle skierowaną na nią lamp wyraźnie widać było rogi. Wydawała się tak dziwna, a jednocześnie tak normalna. Pasowała do tego świata? Zaraz mieli się o tym przekonać. Rozchyliła wargi, lecz szybko zamknęła jej, a usta jej wygięły się w cwanym uśmieszku. Ktoś ustawił w radio płytę, która słodkim dźwiękiem wypełniła całe pomieszczenie, jakby nadając mu drugiego życia, tak całkiem odmiennego. Po krótkiej chwili do samego brzmienia dołączył jej wokal.
We All Become
Po zakończeniu piosenki rozległy się stłumione oklaski. Zasługiwała na nie? Chyba tak, albo przynajmniej ktoś już uchodził za jej fana – w końcu w barowym półświatku była całkiem popularnym umilaczem czasu. Nie dała długo czekać na kontynuację swojego występu. Nie mogła zejść po jednym utworze, wypadało zagrać chociaż dwa.
In Circles
Znów oklaski. Tym razem śmielsze, publika była już zachęcona do okazywania swojego zadowolenia. Wtedy też powtórzyła swój uśmiech sprzed występu i odezwała się. - Dziękuję wam. Mam nadzieję, że pozwolicie mi odsapnąć. Niebawem wrócę. – powiedziała, a tłum posłusznie przerzedził się pozwalając jej zejść ze sceny. Większość miejsc była zajęta. Przeszkadzało jej to. Mogła szukać zacisza na zapleczu, jednak do tego stopnia prześmierdło ono szczynami i innymi, że wolała zostać tutaj, zamknięta pośród obcych ciał jak sardynka w puszce.
Wypatrzyła go. Obok niego było sporo wolnego miejsca. Podeszła do niego i usiadła na wolnym miejscu. - Można? – zapytała już siedząc, co też sprawiło, że pytanie nijak pytania nie przypominało – było tylko wyrazem swego rodzaju grzeczności. Kelnerka przyniosła jej szklankę wypełnioną intensywnie różową cieczą. Z dala było czuć zapach sztucznych truskawek. Czy to w ogóle miało procent? Czemu to w ogóle sprzedawali w tym barze? I czy ona w ogóle kiedyś tu była, że od tak podawali jej zamówienie – bez możliwości podjęcia wyboru? Najwyraźniej kiedyś się przewinęła, może nawet na początku swojej „kariery”, kiedy to uciekała się do cięższych brzmień.
Teraz mężczyzna mógł się jej dokładniej przyjrzeć. Za głosem anioła krył się demon. Rogi, kły, paznokcie przypominające szpony, czy nawet ogon, który powoli poruszał się w rytm piosenki, która pasowała do jej wcześniejszych utworów, a jednak czuć było, że nie była przeznaczona pod wokal.
Gold Leaf
- Nie widziałam cię pod sceną. Jak rozumiem stały bywalec. – zagaiła, jakoby miała prawo do przerywania jego prywatnej ciszy, jakby zupełnie bez pozwolenia nie zajęła miejsca przy jego stoliku. - Wypada mi się przedstawić. – stwierdziła. - Belphegor. – powiedziała dźwięcznie, jakby był to kolejny wyraz w jej piosence. Na jej twarz powrócił cwany uśmieszek. Była to normalna dla niej mimika, czy może maska?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Deforest

Pisarz


avatar
Liczba postów : 28

PisanieTemat: Re: Bar "U Teddy'ego"   Wto 22 Gru 2015, 19:00

Jego początkowy entuzjazm zaczął zeń ulatywać coraz to szybciej, w miarę, jak do baru schodziło się coraz to więcej osób. Coraz ciaśniej, coraz więcej twarzy, a on czuł się po prostu źle. Nie cierpiał tłumów podobnie jak ludzi, jako jednostek. Gardził nawet samym sobą, ale teraz, kiedy praktycznie ostatnie oszczędności wydał na butelkę whiskey, nie zamierzał stąd wychodzić. Przyspieszył za to tępa w piciu, wbijając wzrok w szklankę i starając się ignorować wszystko inne wokół.

Chwilę później rozpoczął się jakiś koncert, a ktokolwiek śpiewał, miał niemały talent. Albo przynajmniej tak odbierał to znieczulony alkoholem umysł samotnie okupującego stolik pisarzyny. Ten wlewał w siebie kolejne porcje trucizny, paląc jednego papierosa za drugim. Rak w płucach odezwał się paraliżującym na dłuższą chwilę bólem, po czym nastąpiła seria urwanych kaszlnięć. Cóż, jego wewnętrzny wróg wyniszczał go powoli, a James nie zdawał sobie sprawy z powagi jego dolegliwości. Jego czas był policzony, to był okrutny fakt.

Siedząc tak w odosobnieniu i wyczekując końca koncertu i rozejścia się tego całego, niechcianego towarzystwa, zauważył, że ktoś podchodzi i z nic nie znaczącym zapytaniem o pozwolenie przysiada się do stolika. Podniósł lekko głowę, spoglądając na potencjalnego rozmówcę. Z pewnością była to kobieta, choć wyglądała bardzo... Egzotycznie.
-Nie, nie ruszam się stąd odkąd przyszedłem. - rzucił i spojrzał pytająco. Nieczęsto ktoś chciał zaczynać z nim rozmowę, a jeszcze rzadziej on miał ochotę takową kontynuować. Kiedy się przedstawiła, James poczuł się zobligowany do zrobienia tego samego.
-Deforest. James. - rzucił te dwa wyrazy jakby były czymś obrzydliwym i wyprostował się na krześle, mierząc swoją rozmówczynię wzrokiem. A więc to ona śpiewała na scenie, cóż za niespodzianka. I teraz przywędrowała aż do jego stolika, żeby zacząć rozmowę z facetem, wyglądającym na niedoszłego samobójcę. I do tego pijanego.
-Mogę w czymś pomóc? - zapytał, wyciągając kolejnego papierosa z paczki. Kiedy już miał ją schować, cofnął rękę i wysunął paczkę w stronę kobiety.

_________________

"Najstarszym i najsilniejszym uczuciem znanym ludzkości jest strach, a najstarszym i najsilniejszym rodzajem strachu jest strach przed nieznanym."
☥ Idzie zima... ☥
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belphegor

Kreator


avatar
Liczba postów : 14

PisanieTemat: Re: Bar "U Teddy'ego"   Wto 22 Gru 2015, 23:00

Uniosła brew, niby to w geście zdziwienia. - James Deforest? Brzmi egzotycznie! – powiedziała przesycając swój ton przejęciem, jakoby nigdy nie słyszała o osobie nazwanej w podobny sposób. Tak, jak ona dziwiła go, on dziwił ją, czy też po prostu uprzejmie okazywała zdziwienie, coby nie nastąpiła niezręczność, gdzie to ona jest obiektem pełnym dziwów, a on na wskroś normalny.
Gdy niewerbalnie zaproponował jej papierosa, skusiła się na niego i sięgnęła do paczki. Wyciągnęła szluga, który teraz okazał się lizakiem-laską, jakie można było widzieć na choince. Odpaliła go od ściany, a wtedy przybrał formę cygara, które następnie skruszyła do swojej szklanki. Dotąd różowa ciecz zmieniła kolor na zielony i wydawała się zmienić w coś na wzór ciekłego ognia, który Belphegor wypiła duszkiem. - Dziękuję. – nie zawsze miała okazję uraczyć się czymś, co nie było przeciętnym trunkiem. Miło z jego strony, że urozmaicił jej dzień. Uniosła palec jednej dłoni, jakoby chcąc go przed czymś powstrzymać, po czym sięgnęła do swojej torby. Wyciągnęła dziadek do orzechów i swoje trzy orzechy laskowe. Rozłupała jednego, po czym odrzuciła sam orzech, a łupinkę zjadła ze smakiem. - Chcesz? – spytała wskazując na pozostałe dwa orzechy. Dotychczas wszystko było względnie normalne, teraz rzeczywistość zaczynała coraz bardziej płatać figle, a jednak na nikim nie robiło to wrażenia. Momentalne nagromadzenie dziwactw, czy początek widowisk na miarę tych wytworzonych przez przećpany umysł?
Mógł jej pomóc. A może nie mógł? W sumie w czym? - Wyjaśnij mi, dlaczegoż wydajesz mi się tak... odmienny? – zapytała. W porównaniu do reszty gości był odmieńcem. Beatrice uznałaby go za normalnego, dla Belphegor był szczytem dziwactwa. Może po prostu dobrze się ukrywał, a może nie pasował do tego świata – choć z grubsza demon, który przed nim siedział też pasował tutaj jak pięść do oka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Deforest

Pisarz


avatar
Liczba postów : 28

PisanieTemat: Re: Bar "U Teddy'ego"   Sro 23 Gru 2015, 12:02

Spojrzał na kobietę z nieukrywanym zdziwieniem.
-Egzotycznie? - zapytał, odchyliwszy lekko głowę. Jego imię było jednym z najpopularniejszych swego czasu, zaś francuskie nazwisko nie stanowiło w tych stronach niczego dziwnego, a przynajmniej tak mu się wydawało. Czasami miewał wrażenie, że nie do końca rozumie otaczający go świat, jakby był tu kimś zupełnie obcym. Uczucie to mijało... Właśnie, kiedy?

Zaciągnął się papierosowym dymem, zapijając smak tytoniu łykiem whiskey. Z pewną dozą zaciekawienia przyglądał się wszystkiemu, co robiła jego rozmówczyni, a lekki uśmiech na twarzy sugerował, iż bawiła go cała ta sytuacja. Poczęstowany łupinami orzechów odmówił grzecznie gestem ręki, gdyż nie zwykł jeść takich rzeczy. A przynajmniej nie w stanie względnej trzeźwości. Rozejrzał się po pomieszczeniu i stwierdziwszy ze smutkiem, że gości wcale nie ubyło, powrócił wzrokiem na swą rozmówczynię. Jej kolejne pytanie zarówno zdziwiło go, jak i zaintrygowało. Dlaczego on, James Deforest miałby wydawać się komuś odmienny? O ile na podłożu psychicznym był pewnym indywiduum (ona nie mogła o tym wiedzieć), to fizycznie nie zwracał na siebie uwagi. Chyba.
-Normalność jest rzeczą względną. - rzucił - Ale nawet w takim wypadku nie wydaje mi się, żebym wykraczał poza jej granice. - kolejny wdech siwego dymu, kolejna porcja budulca dla trawiącej go choroby. Zakasłał cicho i pociągnął łyk alkoholu. Jego nieobecny wzrok zawisł na chwilę na drewnianym blacie stolika, a twarz na ułamek sekundy spowił jakiś cień... (przerażenia). James właśnie w tym momencie poczuł, że coś czeka na niego tuż przed wejściem do baru. Znalazło go po raz kolejny, a on siedział bezbronny z papierosem w jednej i szklanką whiskey w drugiej dłoni. Potrząsnął lekko głową, próbując dojść do siebie.

Odstawił szklankę i podrapał się po ciemnym zaroście na twarzy. Zmierzył Belphegor wzrokiem i oparł się łokciami o stolik.
-Mógłbym wiedzieć co tak intrygującego dostrzegłaś w osobie pijanego, odurzonego narkotykami, marnego pisarzyny? - zapytał i strzepnął papierosa do popielniczki, dolewając sobie Greenore. Alkohol miał to do siebie, że oprócz palącego uczucia, przepływającego przez całe ciało, wypalał jakby trawiące go na co dzień myśli i koszmary. Istny młot na nękające Jamesa potwory. Uśmiechnął się na tą myśl.

_________________

"Najstarszym i najsilniejszym uczuciem znanym ludzkości jest strach, a najstarszym i najsilniejszym rodzajem strachu jest strach przed nieznanym."
☥ Idzie zima... ☥
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Monster

Badacz


avatar
Liczba postów : 143

PisanieTemat: Re: Bar "U Teddy'ego"   Sro 23 Gru 2015, 16:09

Wtrącenie MG
Nieregularne. Jeszcze się pojawię, ale nie wyczekujcie mnie po odpisie Jamesa...

W klubie było duszno, a ilość ludzi wcale się nie zmieniała. Jedynie zaczęły migać kolorowe światełka w tak doskonale znanych nam, świątecznych barwach. Jedne z nich pojawiły się na rogach utalentowanej Belphegor, a jej strój zmienił się na mikołajowy - barwy czerwone, a skraje materiału obszyte białym futerkiem. Jednak Insomnium nie oszczędziło pisarza-pijaczyny! Alkohol w jego naczyniu przybrał białą barwę - owszem, zmienił się w mleko. Strój mężczyzny także nie pozostał bez zmian. Czapka elfa-pomocnika zamiast kapelusza - wspomnijmy także zielono-biało-czerwony strój Jamesa! Krótkie spodenki, bluzka z długim rękawem, szelki. Wszystko utrzymane we wcześniej wspomnianych barwach. Zresztą, nie tylko tę dwójkę dopadł świąteczny kaprys Insomnium. Reszta gości klubu także wyglądała inaczej.
Jednak wesoła atmosfera chyba wcale nie udzieliła się ludziom. James mógł zauważyć czarne, zmieniające swój kształt kłębki... Nici? Tak, można to tak nazwać. Unosiły się w powietrzu, przysiadając na niektórych ludziach. Rogata pani nie mogła ich dostrzec, a śmiech i przestrogi, że "jest blisko", odbierała jako zwykłe piski. Wina alkoholu? A może psychiki pisarza?
Coś tłukło w drzwi, coś tłukło w okna, w stoły... I było słyszalne jedynie dla mężczyzny siedzącego przy stole.
Jest blisko.
Czeka na ciebie.
Boisz się?
Chodź do nas.
Nie bój się!
Dołącz...
Czeka na ciebie...

Szepty istot były uciążliwe, coraz bardziej się mieszając.

_________________

♫Character song♫
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belphegor

Kreator


avatar
Liczba postów : 14

PisanieTemat: Re: Bar "U Teddy'ego"   Sro 23 Gru 2015, 21:11

Zaśmiała się pod nosem. - Gdybym rozumiała, na czym polega twoja dziwność, to nie byłaby ona dla mnie dziwna. – wytłumaczyła mu. Sięgnęła po pustą szklankę i ugryzła jej brzeg, który odszedł bez problemu, jakoby był wafelkiem – nawet dźwięk przypominał ten łamanego wafla. Kęs za kęsem, przy okazji ostentacyjnie obnażając kły, skonsumowała niedoszłą szklankę tym samym nie pozostawiając śladów zbrodni. Nie było ani napoju, ani naczynia, ani nawet szluga. Zupełnie, jakby nigdy nie miała styczności z towarami, które niektórym umilały czas. Może rzeczywiście nie miała, w końcu okazały się inne, niż by się zdawało, tylko nikt nie zwracał na to uwagi, nikt nie wydał się tym zaskoczony. Nawet, gdy ich odzienie przemieniło się nie do poznania nikt nie poświęcił temu uwagi, a jedynie Belphegor wydawała się niezadowolona niedoborem czerni i dodatkowym obciążeniem na głowie. Zrzuciła światełka z rogów, które zatrzymały się na jej ramionach tworząc migoczący szal. Czerwona koszulka została rozerwana na ciele odkrywając jej nagą klatkę piersiową – nic specjalnego, otyli mężczyźni mogli się pochwalić okazalszymi piersiami i tylko jeśli kogoś gorszyły sutki to... no mógł poczuć się zgorszony. Czerwone spodnie obszyte białym futerkiem nie przeszkadzały jej tak bardzo, od kiedy ulżyła wewnętrznemu ekshibicjoniście. Wysokie, czerwone buty uraczyła krótkim spojrzeniem, ale cień uśmiechu na jej twarzy zdradził, że nawet przypasowała jej ta zmiana, albo chociaż doceniła, że tak pasowały do reszty stroju. Wyciągnęła rękę, aby zrzucić czapkę elfa z głowy mężczyzny, niezależnie od tego czy zmiana stylu mu się spodobała.
Zmarszczyła nos słysząc piski. Rozejrzała się po sali, ale nie mogła znaleźć ich dźwięku. Musiała je zagłuszyć, zanim będzie w stanie skupić się tylko na nich i chęć przetrząśnięcia okolicy przejmie władzę nad zdrowym rozsądkiem. Skinęła na niego głową, a następnie wstała i wróciła na scenę. Chyba nikt nie zwrócił uwagi na jej brak koszulki, światełka na szyi zebrały więcej spojrzeń.
The Spine
Jedna piosenka wystarczy? Musiała dać sobie chwilę, aby przyzwyczaić słuch do normalnego udźwiękowienia, coby upewnić się, że piski znikły. Zeszła ze sceny i wróciła do stolika, aby sprawdzić, czy rozmówca nadal tam był.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Deforest

Pisarz


avatar
Liczba postów : 28

PisanieTemat: Re: Bar "U Teddy'ego"   Sro 23 Gru 2015, 22:20

James nie odpowiedział na stwierdzenie swojej rozmówczyni, będąc zbyt zajętym skrytym wyrażaniem swojej dezaprobaty i zażenowania zaistniałą sytuacją. Mowa tutaj oczywiście o absurdalnej, świątecznej atmosferze, jaka nagle zapanowała w barze. Rozejrzał się po gościach i z ulgą stwierdził, że nie on jeden padł ofiarą tego żartu. Spojrzawszy na swoją rozmówczynię zauważył, że ona również została dotknięta niespodziewaną fanaberią losu, acz poradziła sobie z tym problemem, obnażając się bez zażenowania, na co, o dziwo, nikt nie zwrócił uwagi. Mężczyzna wzruszył ramionami, podniósł szklankę do ust i... zamarł.

W pierwszej chwili nie wiedział, co się stało. Niepokój, niczym lodowy szpikulec przeszył umysł Jamesa, a jego chłód zaczął rozchodzić się po całym ciele, stopniowo przeradzając się w strach. Ale nie ten rodzaj strachu, jaki czuł ten zmarnowany pisarzyna, kiedy w zeszłym tygodniu został napadnięty przez kilku oprychów, o nie. Tym razem był to najbardziej bezlitosny strach przed nieznanym w swej okrutnej, pierwotnej formie. Czuł, że to coś jest blisko, a chwilę potem usłyszał tego głos. Przyjemny, niczym złudny szept samego diabła. Okiennice zaczęły łomotać, drzwi uginały się pod ciężarem uderzeń czegoś, co Lovecraft określiłby mianem Nienazwanego. Czyżby miał rację i to piekielny awatar jakiejś przedwiecznej abominacji polował na ciało (i, co gorsza, duszę) nieszczęsnego śmiertelnika? Mężczyzna odstawił szklankę i drżącą dłonią pospiesznie zapalił kolejnego papierosa, który, kto wie, mógł być jego ostatnim. Pociemniało mu przed oczami, serce niemalże wyrywało się z piersi, a do jego uszu dobiegał nieludzki, zimny szept. James resztkami sił próbował zmusić się do zignorowania napierających słów i obmyślenia planu ucieczki. Tak, zamierzał uciec i zawsze tak postępował, ale nigdy, przenigdy to nie było tak blisko. Zdawałoby się, że dało się czuć namacalną obecność wynaturzonej kreatury, której ciepły oddech, cuchnący śmiercią i rozkładem, wdzierał się przez nieszczelne okna.

Nadal blady z przerażenia mężczyzna uśmiechnął się. Uśmiech przerodził się w cichy chichot, a ten w szaleńczy, nienaturalny śmiech. James śmiał się, świadom, iż jest to reakcja mózgu na narastający stres. Jego umysł uruchomił właśnie system obronny, próbując nie dać mu zwariować. Ale szaleństwo nadeszło już wiele lat temu.

Kiedy napad śmiechu minął, do stolika wróciła jego rozmówczyni, której odejścia nawet nie dostrzegł. Nie odezwał się od razu, a jego twarz zdradzała jedno - przed kobietą nie było już człowieka, a jego wrak, pozbawiony życia. I dokładnie tak czuł się James. Wiedział, że nie może siedzieć tutaj wiecznie, a czyhająca przed wejściem śmierć nie jest objęta żadnymi, ludzkimi kategoriami postrzegania czasu i nie sądził, że odejdzie, jeżeli jej ofiara będzie próbowała zaczekać tutaj nawet parę dni. Czyżby nadszedł ten dzień, kiedy przyszło mu stanąć oko w oko z prześladującym go koszmarem? Westchnął cicho, przykładając, nadal trzęsącą się dłonią, papierosa do ust.
-Musisz mi wybaczyć, ale chyba powinienem... - zamilkł na dłuższą chwilę, jego głos drżał. Właśnie, co powinien? Opuścić bar i zostać pochłoniętym przez coś, co mogło zagwarantować mu los gorszy od śmierci? Udać się do łazienki i przy pomocy kawałka zbitego lustra wybrać pewniejszy los? Czekać? Odpowiedź na to pytanie go przerastała, więc po prostu milczał, próbując zebrać myśli do kupy, wbrew narastającej obecności swego nemezis.

_________________

"Najstarszym i najsilniejszym uczuciem znanym ludzkości jest strach, a najstarszym i najsilniejszym rodzajem strachu jest strach przed nieznanym."
☥ Idzie zima... ☥
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belphegor

Kreator


avatar
Liczba postów : 14

PisanieTemat: Re: Bar "U Teddy'ego"   Sro 23 Gru 2015, 22:42

Wyczuwała zmianę w rozmówcy, jednak nie rzucała się ona w oczy na tyle, aby mogła precyzyjnie stwierdzić, co takiego było innego. Ze sceny nie obserwowała go, była zbyt zajęta poszukiwaniem źródła pisku, choć takowy chciała wybić sobie z głowy. Chcąc rozładować atmosferę, która znienacka stała się na tyle ciężka, że czuła, iż gdyby chciała wstać, to nie byłaby w stanie. - Powinieneś odsapnąć. – dokończyła za niego, po czym ułożyła swoją dłoń na jego ręce, w geście tylko pozornie romantycznym. Przyciągnęła go do siebie, dodatkowo pochyliła się i spojrzała mu tak prosto w oczy, jak tylko się da. Wydawała się spoglądać prosto w jego duszę, tymczasem Belphegor w całym tym klimacie grozy patrzyła na swoje odbicie w cudzej tęczówce. - Grozi ci coś? – spytała. Na pierwszy rzut jedynym zagrożeniem była ona. Szpony, kły, rogi, a do tego wysoka postura, pewnie nawet miała sporo siły. Na przekór wszystkim stereotypom to ona wydawała się móc wyciągnąć w jego kierunku pomocną dłoń, ochronić go. Przecież mogła kłamać. Belphegor, czy ty kłamiesz? Nie, nie kłamała. To wszystko to insynuacje. Ona tylko spytała. Wcale nie musiała się troszczyć. To mogło być prześmiewcze pytanie – tak, jakby oprawca pytał swoją ofiarę, czy ktoś ją krzywdzi.
Odsunęła się trochę. W tle znowu leciała muzyka z jej repertuaru. Tym razem była głośniej, niż poprzednio. Podgłośniła schodząc ze sceny? Chyba tak, w końcu cały ten czas uciekała od pisków.
Coasting
Wygodnie oparła się na krześle i zsunęła światełka ze swojej szyi. Rzuciła nimi na blat, a w efekcie szklanka spadła na ziemię. Nie było trzasku, chyba zapadła się w coś, po czym dotąd stabilnie stąpali, a widocznie nie było tak przyjazne dla naczyń. - Pamiętaj. Ciemność pozwala nam dostrzec światło. Jakkolwiek... – zatrzymała się zastanawiając nad doborem słowa. Czuła się za stara na szczeniackie klęcie. Przekleństwa należało miarkować i używać tylko, gdy inna ekspresja emocji była niemożliwa, inaczej kończyło się z efektem nastolatka starającego się zdobyć uznanie innych niedorozwojów. - ... nieprzystępna jest twoja sytuacja, pewnie masz z niej wyjście. Może nie takie, jakbyś chciał, ale czasem lepiej wybrać inną drogę tylko po to, aby pokazać przeznaczeniu, że masz je głęboko w poważaniu. – kontynuowała swoją inspirującą pogadankę. W takich sytuacjach widać było jej głęboko skrywaną misję jaką było zostanie nowym Jezusem – albo i pierwszym, bo mogło żadnego nie być i sprzedawali pic na wodę. Zaraz, tutaj w ogóle był Jezus? O czym ja to? Ach, tak! Inspirowała jak ktoś... no, nie pamiętamy kto, mniejsza o to.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Deforest

Pisarz


avatar
Liczba postów : 28

PisanieTemat: Re: Bar "U Teddy'ego"   Sro 23 Gru 2015, 23:17

James wiedział, iż znalazł się w sytuacji, z której ma jedno wyjście, do którego prowadzą dwie drogi. Wyjściem tym oczywiście była rychła i nieunikniona śmierć, a jemu pozostało zdecydować, kto będzie jego katem. Na dźwięk głosu kobiety, uśmiechnął się lekko. Odsapnąć? I co dalej? Spróbować rozwiązać konflikt z tym czymś drogą dyplomatycznego dialogu? Ehh... Przecież siedząca naprzeciw diablica (to określenie wydawało się pisarzowi najtrafniejsze) nie miała o niczym pojęcia, więc nie śmiał winić jej za tą trywialną propozycję. Szepty ucichły, łomotanie zmniejszyło swą skalę do cichego postukiwania, ale jedno nie uległo zmianie - obecność. Nadal była wyczuwalna i bezlitosna.

Drgną mimowolnie, kiedy Belphegor złapała go za dłoń i podciągnęła do siebie, spoglądając w jego puste, pozbawione wyrazu oczy. Przemówiła ponownie, a on cofnął się jednym haustem wychylając zawartość szklanki. Przyjemnie palące uczucie owładnęło jego przełykiem, emanując ciepłem na całe ciało. Kiedy spytała, czy coś mu grozi milczał. Kobieta zabrała rękę i rozłożyła się na krześle, a on skierował swój wzrok za okno i choć nie dostrzegł tam niczego niepokojącego, uczucie niepokoju ponownie zagościło w jego umyśle. Wiedział, że to wyczekuje na niego i śmieje się szyderczo, patrząc jak James rozpaczliwie szuka nieistniejącej drogi ratunku.
-Przeznaczenia nie da się oszukać. - rzucił głosem człowieka, który właśnie pogodził się z jakąś wielką stratą - Ktokolwiek stworzył ten świat, dał nam fałszywe poczucie wyboru i panowania nad swoim losem.... Mój osiągnął punkt kulminacyjny, kiedy wszedłem do tego baru i pomimo wszelkich moich przekonań, cieszę się, że mam jeszcze okazję z kimś porozmawiać, choćby były to pijackie dywagacje. - dodał i poprawił marynarkę, która podobnie jak leżący obok kapelusz, wróciła na swoje miejsce, w równie dziwnych okolicznościach, jak uprzednio zniknęła.

James wiedział, że podświadomie podjął już wybór, choć jego racjonalna strona umysłu nie zdążyła się z tym jeszcze pogodzić. Nie zamierzał cierpieć, były prostsze metody. I to właśnie ta myśl spowodowała, iż przejmujące go do tej pory przerażenie stało się jedynie strachem przed tym, co czeka go po śmierci. Nigdy się nad tym nie zastanawiał, choć sam temat umierania poruszał niejednokrotnie, czy to w swoich powieściach, czy w nocnych przemyśleniach. Dolał sobie whiskey, wzniósł niewerbalny toast w stronę kobiety i pociągnął łyka.

Żałował tylko, że nie udało mu się napisać niczego, co przyniosłoby mu pośmiertne uznanie.

_________________

"Najstarszym i najsilniejszym uczuciem znanym ludzkości jest strach, a najstarszym i najsilniejszym rodzajem strachu jest strach przed nieznanym."
☥ Idzie zima... ☥
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Monster

Badacz


avatar
Liczba postów : 143

PisanieTemat: Re: Bar "U Teddy'ego"   Czw 24 Gru 2015, 23:30

Wtrącenie MG
Pisiajcie w spokoju - ostatnie wtrącenie. Uzupełnię wasze informatory niedługo.

Powoli wszystko ucichało - piski, szepty czy nawet częstotliwość pojawiania się dziwnych stworów - jednak był to proces odwlekający się w czasie. W rzeczywistości to chyba nikt nie mógł przewidzieć, że Insomnium cierpiało na chorobę. Tak, ta podświadomość nosiła w sobie coś, z czym nie potrafiła sobie pomóc. Powoli cierpiała na przeciążenie? Nie, na pewno nie. Śniący nadawali jej energię, ale jednocześnie... Czuła ciężar? Możliwe. Zmniejszona aktywność prawdziwego świata mogła odbić się na bytowaniu Insomnium. W końcu ludzie muszą o siebie dbać, aby móc śnić... Zawsze ktoś musi być aktywny w tym drugim świecie.
Pisk ucichł. Nagle, niespodziewanie... Mogło to wywrzeć dziwne uczucie niepokoju. Nagłe zmiany nigdy nie są przyjemne, choć w tej krainie rzadko wywołują na kimkolwiek jakiekolwiek wrażenie.
Kiedy ta dwójka była pogrążona w rozmowie, wszyscy ludzie zniknęli z klubu, a w tle leciała jakaś muzyka. Powoli, zacinając się... Jakby ktoś majstrował przy nagraniu.
W środku zaczęły migać kolorowe światła, jakby się psuły. Ugh, uciążliwe dla oczu, to rzecz raczej jasna,
Otworzyły się drzwi klubu, a do środka wpełzł cień. Powoli, dosyć nieporadnie zbliżał się do Jamesa. Nie miał on konkretnej formy i w gruncie rzeczy... Nie wiadomo też czy przybył to z racji Belphegor, czy może Jamesa. Ale czy to miało teraz jakiekolwiek znaczenie?
Bezkształtna sylwetka wpełzła pod stół, parząc przy tym niemiłosiernie nogi rozmawiających ze sobą ludzi. Jednak to pieczenie czy ból trwało przez minimalny czas - ułamek sekundy. Po tym wszystko wróciło do normy, a ludzie w klubie znikąd zaczęli się pojawiać.
Jednak na waszych nogach, tuż przy kostkach, pojawiły się blizny - niczym bransolety czy kajdany.

BELPHEGOR:
  • Otrzymujesz 3PD.
  • W świecie ludzi będziesz bardzo zmęczona i senna, a nawet odpowiednia dawka snu nie będzie tego niwelowała.
  • Blizna na kostce.


JAMES DEFOREST
  • Otrzymujesz 3PD.
  • Zaczynasz cierpieć na bezsenność, a kiedy już uda ci się wejść do Insomnium, tuż na twoim ramieniu będzie się znajdował dziwny cień bez określonego kształtu. Powoduje on, że gubisz się w świecie snów - a niejednokrotnie zanika ci jakiekolwiek otoczenie i znajdujesz się w białej, pustej przestrzeni.
  • Blizna na kostce.

_________________

♫Character song♫
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belphegor

Kreator


avatar
Liczba postów : 14

PisanieTemat: Re: Bar "U Teddy'ego"   Czw 24 Gru 2015, 23:59

Pokręciła z niedowierzaniem głową. - Nie. Nie. Nie. – powtórzyła, a każde kolejne słowo było wypowiedziane głośniej, z większym gniewem. Uderzyła dłonią w blat z hukiem. Właściwie gdzie zapodziały się światełka, które tutaj zostawiła? Niech to, nawet je polubiła przez ten czas. - Przeznaczenie to drogowskaz dla tych, którzy się gubią. To jak droga do sklepu, który stwarza sobie setki reklam i oznaczeń jak do niego dojść. Nie musisz używać chodnika. Możesz iść trawnikiem. Kto wie, może nawet zniszcz ścianę i zrób własne wejście. Nikt ci nie zabroni szukać innego wyjścia, nikt nie wie czy tam jest. - mówiła i mówiła. - A wiesz czemu tak jest? – spytała opierając się łokciami o blat. - Bo ktokolwiek... – zatrzymała się i uśmiechnęła. Skoro był spity – a mógł być jeszcze do tego naćpany – to od biedy mógł uznać ją za jakieś bóstwo, a to przynajmniej nadrobiłoby jej straty, jakich tutaj doświadczyła. Jakież straty, spytasz. Całym tym godzeniem się z własnym losem napsuł jej krwi, choć jej reakcja była jedynie czubkiem góry lodowej względem tego, jak jego wypowiedź ją zdenerwowała. - ... czy raczej cokolwiek, stworzyło ten świat, jest chędożonym sadystą i nie pozwoli wszystkiemu być tak prostym. – dokończyła.
Wzdrygnęła się. Gdzie podział się pisk? Ludzie zaczynali znikać. Wydawała się nie zauważyć, jednak coś w środku niej, ta świadoma część, ta która byłaby przywódcą świadomego snu, krzyczała. Jej plecy zalał zimny pot. Nie bała się, to jej podświadomość panikowała, bo dostrzegała zmiany. Jedna z jej dłoni zatopiła pazury w blacie stołu na zawsze, czy też dopóty Insomnium zmieni zdanie, zostawiając wgłębione ślady. Wszystko na zmianę nikło w ciemności, aby potem się rozjaśnić. Czemu to ignorowała? Dłoń zaciskała się coraz głośniej, było już słychać cichy zgrzyt stołu lub jej paznokci. Dopiero, gdy drzwi się otworzyły była w stanie zareagować. Skierowała swoje spojrzenie w ich stronę. Cień w ciemności. Dziwnie nawet jej wnętrze się uspokoiło. Zacisk zelżał, dłoń opadła z resztą ręki wzdłuż ciała, bezwładnie. Całą jej cielesność ogarnął chłód, tak niewygodny, a jednocześnie przyjemny. Rozchyliła usta, gdy nieznany byt wpełzł pod stół raniąc jej kostkę. Uśmiechnęła się szeroko. Wszystko wracało do normy, a ona zaczynała się śmiać. Początkowo spokojnie, potem coraz bardziej gardłowo, a na koniec wybuchła maniakalnym śmiechem, którego nie powstydziłby się jej rozmówca – choć zresztą i on praktykował taki sposób rozładowania emocji. - Mogłeś mi od razu o tym powiedzieć! O ile się nie mylę nawiedza cię Pani Śmierć, albo jakiś jej sługus. – skomentowała zajście, gdy wreszcie się uspokoiła. Zarzuciła nogi na stół. Usilnie przyglądała się miejscu, gdzie jej but został uszkodzony. Pomiędzy rozdartymi kawałkami czerwonego materiału widać było głęboką ranę, która choć wybitnie nie bolała, to zdecydowanie zostawi swój ślad. - Zostałam naznaczona. To ci dopiero... Ty też? – spojrzała na niego pytająco. - Swoją drogą, ciekawe czy Śmierć jest wolna... A nuż to zaproszenie na randkę? – mówiła pod nosem i czuć było, że nie zwraca się już do niego, tylko wypowiada to co myśli, tudzież to, co już nie pomieściło się w jej głowie. Nie wiedzieć czemu mówiła o śmierci, jako o osobie, która nawet miała sprecyzowaną płeć – była kobietą. Wyraźnie Belphegor była zainteresowana możliwością nawiązania romansu z bytem odbierającym życiem, albo po prostu gadała od rzeczy, jak to bywało po sytuacjach wpędzających człeka w stres.
- To co teraz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Deforest

Pisarz


avatar
Liczba postów : 28

PisanieTemat: Re: Bar "U Teddy'ego"   Pią 25 Gru 2015, 14:01

Papierosowy dym co chwilę ponownie napełniał jego płuca, kiedy słuchał niezwykle optymistycznej i, jego zdaniem, całkowicie przeczącej prawdzie definicji losu, oraz przeznaczenia. Dawno już doszedł do pewnej domeny wiedzy, odkrywającej niewielką część zasłony pozorów, przez którą nie sposób było się przedrzeć ludzkimi zdolnościami postrzegania rzeczywistości. Pomimo tego nadal żył. A raczej istniał, bo czy można nazwać żyjącym - nie uwzględniając oczywiście biologicznego znaczenia tego słowa - kogoś, kto zatruwając ciało narkotykami i alkoholem, balansował na granicy poczytalności, każdego dnia budząc się z przerażająco realnego koszmaru i spędzającego kolejne dni w strachu i izolacji? James już dawno był martwy, teraz nadchodziła tylko pora na dokonanie paru formalności.

-Wierz w to, lub nie, ale umieranie jest cholernie proste. - powiedział cicho i wyobraził sobie siebie, oddającego samobójczy strzał prosto w skroń. I już, drodzy państwo, to by było na tyle. Koniec przedstawienia! Mimowolnie uśmiechnął się lekko, choć wizja ta z pewnością nie należała do wesołych. Sięgnął ręką po butelkę z whiskey i z przykrością stwierdził, że jest ona już niemal pusta. Bez zbędnych ceregieli wychylił resztę zawartości i odstawił na miejsce z lekkim westchnięciem.

I właśnie w tedy, po raz kolejny tego wieczoru, coś się zmieniło. Otaczający go zewsząd ludzie poczęli znikać, a jego ciałem owładnęła przejmująca niemoc, wywołana narastającym, lodowatym strachem. Pośród cichnącej muzyki usłyszał ciche skrzypnięcie. Obejrzał się w stronę drzwi, patrząc jak bezkształtny, pełznący po ziemi cień wdziera się do baru. A zatem czas jego wyboru minął, los sam wybrał mu drogę, choć nie taką, jaką by sobie życzył. W pierwszym momencie chciał krzyknąć, ale poczuł w gardle jedynie nieprzyjemną suchość i niemożność wydania z siebie jakiegokolwiek dźwięku. Spojrzał na miejsce, w którym siedziała kobieta i ze zdziwieniem, mieszającym się z poczuciem winy dostrzegł, iż Belphegor nadal się tam znajduje, pomimo że reszta gości jakby się rozpłynęła. Czyżby ściągnął na nią taki sam los, jaki czekał jego samego?

Wstał z krzesła, wkładając dłoń do kieszeni, gdzie poczuł zimny dotyk metalowej rękojeści brzytwy. Nosił ją ze sobą nie po to, żeby bohatersko stawić czoło potworowi, który go prześladował (zresztą sam fakt walki z czymkolwiek ostrzem wielkości dwóch kciuków wydawał mi się żałosny), ale po to, by w obliczu tego niepojętego zła, dokonać kilku cięć na własnych nadgarstkach. Ale zawahał się, coś mu nie pasowało. Cień bowiem zaczął pełzać u jego stóp, nie formując się w nic, co byłoby zdolne rozszarpać Jamesa na strzępy. Usłyszał śmiech tuż obok siebie i drgnął w pierwszej chwili, zaś kilka sekund potem zauważył źródło śmiechu. Zdziwienie ponownie wymieszało się ze strachem, kiedy patrzył na rechoczącą szaleńczo pół kobietę-pół demona. Cofnął się o krok i w tedy poczuł, że coś zraniło go w kostkę, tworząc niewielkich rozmiarów nacięcie. Syknął cicho.

Cień zaczynał się cofać, muzyka robiła się coraz głośniejsza, a ludzie wrócili na swoje miejsca, choć to nie był powód do zadowolenia. Bledszy niż zwykle James wydawał postarzeć o kilka lat w ciągu ostatniej chwili. Jego mózg próbował znaleźć logiczne - ba! jakiekolwiek - wyjaśnienie tego, co miało przed chwilą miejsce. Poczuł ukłucie w prawej dłoni i uświadomił sobie, że zaciął się brzytwą, ściskając ją z całych sił drżącą dłonią.

Usiadł po chwili, a jego twarz wydawała się niemniej posępna, niż wcześniej. W panującym półmroku wyglądał jak trup. Usłyszał głos kobiety i podniósł na nią wzrok, przełykając ślinę. Nic z tego nie rozumiał.
-Ja... - rozejrzał się panicznie w poszukiwaniu jakiegoś alkoholu, lecz musiał obejść się ze smakiem. W prawdzie w kieszeni płaszcza miał coś, co pozwoliłoby mu się uspokoić, ale zatłoczony bar nie był dobrym miejscem na ćpanie. - Nic nie rozumiem. - tylko na tyle było go stać. Sięgnął po ostatniego papierosa z paczki i uznał, że powinien udać się do mieszkania i, w towarzystwie wypełnionej bo brzegi wódką szklanki, rozważyć swoją najbliższą przyszłość.

_________________

"Najstarszym i najsilniejszym uczuciem znanym ludzkości jest strach, a najstarszym i najsilniejszym rodzajem strachu jest strach przed nieznanym."
☥ Idzie zima... ☥
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Bar "U Teddy'ego"   

Powrót do góry Go down
 

Bar "U Teddy'ego"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Phantasmagoria :: Organizacja forumowa :: Centrum miasta :: Gastronomia oraz kluby-