IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Plac przed budynkiem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Panda

Twórca incepcji


avatar
Liczba postów : 175

PisanieTemat: Plac przed budynkiem   Pią 12 Gru 2014, 23:28

Wydzielony kawałek przestrzeni zaaranżowano w zieleń, ozdabiając otoczenie budynku w różnorodne krzewy oraz poletka bardziej okazałych kwiatów. Przed głównym wejściem znajduje się brukowana droga, prowadząca pod same żelazne drzwi. Po jej obu stronach ustawiono ławki i śmietniki dla ewentualnych spacerowiczów. Zwieńczeniem placu jest rzeźba kobiety odlana z brązu.
Miejsce to umieszczone w samym centrum miasta cieszy się niemałym uznaniem wśród wszelakich spacerowiczów jako idealny przystanek. Dodatkowo widoki roztaczające się z tego miejsca są godne uwagi i zaprą dech niejednemu turyście. Na co dzień na masztach powieszone są flagi państwowe, które od czasu do czasu łopoczą na wietrze
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cynamon

Zdrajca


avatar
Liczba postów : 71

PisanieTemat: Re: Plac przed budynkiem   Pon 18 Sty 2016, 16:12

Wyszedł z ratusza. Krokiem powolnym, majestatycznym, władcy świata, nic nie mogło go zatrzymać - taki był, cholera, wspaniały! Zatrzymał się na moment, by wyciągnąć z wewnętrznej kieszeni marynarki srebrną, grawerowaną papierośnicę, a gdy tylko w jego ręku znalazł się papieros, schował ją z powrotem, by teraz zająć się zapalniczką. Objął filtr bladymi wargami i zmarszczył brwi, gdy nachylał się, osłaniając płomień dłońmi, by odpalić. Pierwsza fala dymu przyniosła płucom czysty błogostan. Pięknie drażniła, drapała.
Sante poprawił płaszcz i rozejrzał się bez śladu zainteresowania dookoła, nim ruszył nieśpiesznym krokiem przed siebie. Czekał na taksówkę, miał o wiele ważniejsze sprawy do załatwienia niż sterczenie tutaj. A - z całą pewnością - nie uśmiechała się do niego perspektywa beztroskiego spacerku w parku przy takiej temperaturze. Ha, za nic! Właściwie nabierał cholernie wielkiej ochoty, aby teraz, zaraz usiąść w wygodnym fotelu ze szklanką whisky albo kieliszkiem martini. Z oliwkami, koniecznie. Może przed telewizorem albo przy dobrej książce. Ewentualnie w klubie Go-Go, to też nie byłby najgorszy pomysł - miał tyle możliwości, że aż strach było w nich przebierać!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veer

Dewastator


avatar
Liczba postów : 95

PisanieTemat: Re: Plac przed budynkiem   Pon 18 Sty 2016, 16:35

Nerwowo odgarniała jasne, nieco zniszczone kosmyki opadające na twarz, kładące się smugami na chudych policzkach, niby znacząc je pociągnięciami farby. Spętanie włosów w kucyk nie przyniosło zamierzonego efektu — te krótsze, niesforne, wciąż uporczywie uwalniały się, przysłaniając pole widzenia. Upięcie bynajmniej nie było równe, kucyk opadał gładką kaskadą na ramiona, targany siłą mrożącego, dojmująco zimnego wiatru; Palce, między którymi ujęty był papieros, miarowo powtarzały wędrówkę w kierunku ust, pozwalając płucom wypełnić się trującym, zbawiennym dymem. Żarzący się pył, który przyjmował barwę ognia, nim beznamiętnie spotkał się z ziemią, był jedynym wyrazistym elementem w szarym, ponurym otoczeniu — tak zniechęcającym, tak pesymistycznym.
Gdyby miała co ze sobą począć, zapewne zrobiłaby cokolwiek, co podsunąłby umysł. Bezcelowe przechadzki stawały się codziennym, rutynowym zwyczajem, który witała bez entuzjazmu i żegnała z niemożebnym znudzeniem. Życie nie zmieniało toru z każdym dniem, trzymało się tego jednego, wyjeżdżonego do tego stopnia, że straszącego przetartymi szynami. Bynajmniej nie stanowiło to dla niej niczego wartego refleksji, zatrzymania się, jednej, ulotnej myśli; Gdy dłoń wykonywała kolejny powolny ruch, z zamyślenia wyrwało ją głuche uderzenie lekkiego, niesionego przez wiatr przedmiotu o beton.
Przystanęła obok mężczyzny ubranego w płaszcz, nie obdarzając go spojrzeniem. Schyliła się, podnosząc z bruku starą paczkę papierosów — zmiażdżoną i wymiętą, ze zmarszczonymi brwiami przecierając ślad, który pozostawił na opakowaniu miejski kurz, zacierając znaczenie słów, którymi zadrukowany był papier.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cynamon

Zdrajca


avatar
Liczba postów : 71

PisanieTemat: Re: Plac przed budynkiem   Pon 18 Sty 2016, 16:50

Nadal czekał i odnosił wrażenie, że taksówka się spóźnia. Nigdy nie miał problemów z cierpliwością, ale ten cholerny, zimny wiatr gdzieś wewnątrz doprowadzał go do szału, przenikał do samego szpiku kości. Palenie nie sprawiało aż tak miażdżącej przyjemności w tych okolicznościach, ledwo spalił połowę, a wypuścił papierosa ze zesztywniałych i zaczerwienionych od zimna palców. Schował obie dłonie do kieszeni, wcześniej poprawiając kaszmirowy szalik na szyi i kołnierz płaszcza.
Nie zwrócił uwagi na paczkę, która wylądowała tuż u jego stóp, on nigdy nie spoglądał pod nogi. Broda wysoko, spojrzenie wbite w górę, ponad społeczeństwo, które nie było godne jego obecności. Mało kto był godzin.
Benjamin za bardzo kochał samego siebie, aby przejmować się kimkolwiek innym. Jego wygoda, jego wspaniałość, jego zadowolenie i jego gacie w kratkę - tylko to i nic więcej.
Łaskawie spojrzał w dół, gdy zauważył kątem oka ruch. Parsknął i zaśmiał się cicho pod nosem. Potrząsnął głową.
- Dziewczyna z kasyna - oznajmił tylko, bez żadnego powodu. - Świat jest mały.
Najpierw widział ją w cyrku - pomijając już jego osobiste motywy, które skłoniły go do pojawienia się właśnie w takim miejscu - później, no właśnie, w kasynie. Teraz tutaj. Może za nim chodziła? Cholera jedna wiedziała, w mieście pełno jest szaleńców, skąd miał wiedzieć, czy ta tutaj nie należy do jednego z nich?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veer

Dewastator


avatar
Liczba postów : 95

PisanieTemat: Re: Plac przed budynkiem   Pon 18 Sty 2016, 17:17

Nie spodziewała się tak przenikliwego, bystrego umysłu, naprawdę zszokowały ją niekłamane zdolności intelektualne mężczyzny! Tak szybko zdemaskować szaloną kobietę włóczącą się za nim, chapeau bas. Gdyby jej naturalny egocentryzm pozwolił na śledzenie jakiegokolwiek człowieka — ten mógłby być wątpliwą ofiarą. Zbyt przebiegły, zbyt mądry, zbyt szybki!; Uniosła głowę, słysząc znajomy głos, który dźwięczał gdzieś w zakamarkach umysłu poznanymi, dawnymi nutami, psując piękną melodię wspomnieniem, na które złość puściła pędy w jej wnętrzu.
Tak mnie zapisano w urzędzie, ponoć nie mieli innego pomysłu — sarknęła, unosząc podbródek, aby wzrok mógł skrzyżować się ze spojrzeniem mężczyzny. Powoli wypuściła powietrze, hamując agresję tlącą się gdzieś w głębi. Uniosła dłoń, wsuwając ją pod płaszcz mężczyzny, aby pociągnąć za krawat, zrównując go ze sobą. — Bardzo — syknęła, zaciskając dłoń na śliskim, gładkim materiale. — Ładny kolor, pasuje ci. — Uśmiechnęła się gorzko, mrużąć lekko oczy.
Omiotła wzrokiem otoczenie, niby analizując sytuację, łapiąc ukradkowe spojrzenia przechodniów, zatrzymujące się na jej bladej dłoni, zaciskającej się na materiale krawatu. Nerwowość umykająca spod ich powiek znikała równie szybko, co ich zainteresowanie nietypową sceną, odbiegającą od codziennej monotonii prostych ulic. Odwróciła uwagę od mężczyzny, kierując spojrzenie na niedopałek, który upuściła na beton — przydeptała go, rozcierając na brudnym chodniku, dokładając swoją cegiełkę do wszechobecnego brudu goszczącego w mieście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cynamon

Zdrajca


avatar
Liczba postów : 71

PisanieTemat: Re: Plac przed budynkiem   Pon 18 Sty 2016, 17:35

Nie byłaby pierwszą osobą, która śledziła każdy jego krok i ruch z zapalczywością maniaka - ostatnią też, to pewne. Jednak coś blokowało ten tor myślenia i Sante był gotów przyznać, że przypuszczalnie wpadli na siebie przez zwykły i nic nie znaczący przypadek, zrządzenie losu, fatum.
Przeznaczenie.
Haha.
Długie. Nazwę cię Jane. – Spojrzenia skrzyżowały się i odniósł wrażenie, że posypały się niewidoczne iskry. Skrzyżowane miecze. Pochylił się machinalnie, gdy pociągnęła za krawat w dół. Skrzywił się. – Uważaj, to jedwab – parsknął, choć w jego głosie nie zabrzmiała nawet nuta zainteresowania materiałem. Mógł mieć takich miliony, co mu po jednym? – We wszystkim wyglądam dobrze – sprostował, zaniżając głos do szeptu, jakby to był wielki sekret.
Nie wykonał żadnego gestu, żadnego ruchu, by uwolnić się z tego żelaznego więzienia. Wykrzywił wargi w uprzejmym, leniwym uśmiechu. Nie zwracał uwagi na ludzi dookoła, miał ich za nic. Zszedł ze swojego piedestału wspaniałości i majestatu tylko dla jednej osoby. Dla niej. Dla Dziewczyny z Kasyna, której postanowił poświecić chwilę swojego bezcennego czasu - a niektórzy skłonni byli oddać naprawdę wiele, by właśnie on - Sante - patrzył na nich z tak niegasnącym zainteresowaniem.
Czekał na jej ruch, był autentycznie zaintrygowany dalszym rozwojem wydarzeń - lecz wtedy podjechała taksówka. Ba, taksówka - to mało powiedziany. Banjamin nazywał ten pojazd w ten sposób z czystego przyzwyczajenia. Prywatne auto z szoferem raczej niekoniecznie podpina się pod środek transportu, do którego może wsiąść każdy za drobną opłatą.
Podniósł tylko jeden palec w tamtym kierunku. Jeszcze chwila, nie skończyłem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veer

Dewastator


avatar
Liczba postów : 95

PisanieTemat: Re: Plac przed budynkiem   Pon 18 Sty 2016, 22:46

Możesz mnie nazywać, jak chcesz, chociaż Jane mi nie pasuje — odparła obojętnie, niemalże nie przywiązując absolutnie żadnej uwagi do słów posyłanych w eter, nie kierując ich do mężczyzny, zapewne nie wypowiadając ich do żadnej istoty możliwej do dostrzeżenia w otoczeniu. Były niedbałe, zupełnie niepodobne do niej samej, osoby ważącej swoje wypowiedzi z wprawą godną mistrza, niebanalnie dobierającej ich fragmenty. Zogniskowała spojrzenie jasnych, przejrzystych tęczówek na mężczyźnie, dopiero gdy do jej uszu dotarło kolejne brzmienie. — To zmienia postać rzeczy! Jedwab mocno się gniecie — odparła z typową dla siebie, teatralną nutą pobrzmiewającą na dnie wypowiadanych słów. Dłoń zacisnęła się mocniej na krawacie, kciuk zaś pogładził materiał w badawczym geście, niby oceniając gładką, lśniącą pod dotykiem powierzchnię. — W to nie wątpię — szepnęła, naśladując konspirację obecną w głosie mężczyzny, uprzednio pociągnąwszy lekko za krawat, zmniejszając dystans o cenne milimetry.
Przekrzywiła lekko głowę, pozwalając szyderczemu uśmiechowi leniwie wstąpić na wargi, ukryć się pod miłą płachtą bolesnej słodyczy.
Nie wiem, w co grasz, Sante, ale żywię szczerą nadzieję, że jeszcze jakiś wąż wgryzie się w twoje ciało — prychnęła, pozwalając pozornie żelaznemu uściskowi zelżeć. Spuściła wzrok, badając głęboki odcień materiału dzierżonego w ręce. Nasycona barwa nie okazała się na tyle warta uwagi, aby powstrzymać Veer od ponownego wbicia spojrzenia w twarz mężczyzny; Kątem oka dostrzegła samochód, którego uchylenie drzwi zależało od woli jej rozmówcy, jednak zbyła ten fakt. Nie wyrywał się i nie płakał, że chce do mamy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cynamon

Zdrajca


avatar
Liczba postów : 71

PisanieTemat: Re: Plac przed budynkiem   Pon 18 Sty 2016, 22:59

- Jest proste, banalne. Pasuje. - Przekonanie, które włożył w te kilka słów mogłoby obalać mury i reżimy. Bankowo. Doceniał oksymoron - imię teoretycznie powinno odzwierciedlać człowieka, a nie sądził by ktokolwiek mógł mieć podstawy, aby oceniać ją jako pospolitą. Już patrząc w jej jasne oczy nabierał przeczucia, że ona - właśnie ona - mogłaby go przejrzeć, mogłaby zajrzeć mu przez ramię, by zobaczyć karty, które trzymał w dłoni. Nie nabierałaby się na sztuczki, już nie udałoby się jej zwieść słówkami.
Przez to nabierała w jego oczach znaczącej wartości i wyłaniała się spośród szarej ciżby.
Jego lewa brew drgnęła miękko, gdy ponownie pociągnęła materiał i ponownie dzieląca ich odległość została zmniejszona. Nie przeszkadzało mu to, niewiele mogła.
- I dobrze.
Jedyny komentarz, który doprawił niedbałym uśmieszkiem. Nie widział sensu w przekonywaniu kogokolwiek o swojej wspaniałości - przecież było ją widać. Na pierwszy, drugi, szesnasty i trzysta ósmy rzut oka. Był perfekcyjny, idealny, przystojny i wysoki. To że bywał zimnym sukinsynem niczego nie powinno zmieniać, skoro w każdej chwili mógł się zmienić w kogoś innego.
- Nie gram - stwierdził i wyprostował się powoli, majestatycznie. Wszystko co robił, musiało wywierać dobre wrażenie na otaczającym go społeczeństwie. Już wtedy spoglądało na nich kilka osób, zwykłych przechodniów. - Ja wygrywam - zaakcentował to słowo. - Prędzej przyssie się do mnie żmija.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veer

Dewastator


avatar
Liczba postów : 95

PisanieTemat: Re: Plac przed budynkiem   Pon 18 Sty 2016, 23:27

To, jak karygodnie nie doceniała jego względnej perfekcji, nie miało źródła w czystej ignorancji. Mogłyby zostać powołane wszystkie definicje podkreślające fakt, iż perfekcja nie jest uniwersalna, w dodatku w kolejności alfabetycznej, jednakże nie w tym leżało podłoże zwątpienia Veer. Uznawała cudze zbliżenie do ideału, ba, była w stanie przyznać je z ukłonem i bukietem kwiatów, jednak zapewne żaden śmiertelnik nie zmieściłby swojego egoizmu w tę drobną dziurkę od klucza, która stanowiła drogę do prostego, wieczystego podziwu kobiety; Stawiała siebie zbyt wysoko, aby była w stanie docenić innych ludzi, a niewiele dokonań było w stanie jej zaimponować i przykuć łańcuchem ulotną, wyjątkowo płochliwą uwagę; Pewna nuta obecna w jej wzroku sugerowała poczucie przyzwolenia na nieme karcenie nim ciżby ludzkiej w niewinny, nieco litościwy sposób. Nie uznawała rywali.
Tak długo, jak masz do czynienia ze mną, przyzwyczaj swoją osobę do uznawania swojej wygranej za coś nieoczywistego. Nie przegrywam, Sante. Prędzej moje DNA zwinie się w drugą stronę, niż pozwolę sobie na porażkę — syknęła, puszczając materiał, lustrując mężczyznę z wątpliwej, aczkolwiek bezpiecznej odległości, czując na sobie ciężar spojrzenia, lecz unosząc wzrok ponad tym obciążeniem; Na jej usta ponownie wpełzł wyraz czystego, nieskrępowanego uroku, kojący zmysły, przykuwający wzrok, jednocześnie niepokojący całą swoją osobliwością. Fałsz bijący z niewinnego wygięcia warg był oczywisty, jedynie pozornie skrywany. Wprost krzywdząco skłamany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cynamon

Zdrajca


avatar
Liczba postów : 71

PisanieTemat: Re: Plac przed budynkiem   Pon 18 Sty 2016, 23:45

To upodabniało ich do siebie - egoizm, czysty i niczym nieskrępowany. Wysokie mniemanie o sobie, swoich możliwościach, złudne przekonanie, że reszta świata jest niczym, spoglądali tylko na innych z piedestału swojego ego, który sięgał nieba. Nie, wyżej. Przynajmniej trzy metry ponad niebem.
Społeczeństwo podziwiało takich jak ich dwójka - pewnych siebie, cudownie obojętnych. Po to istnieli. Wprawdzie ideałów jest tyle, ile ludzi - każdy ma swój - niemniej Sante wdzięcznie uważał, że jest blisko ogólnego wzorca. Czy mogła istnieć jednostka ludzka, która nie byłaby w stanie dostrzec perfekcji, którą promieniował? Starannego doboru ubrań, słów, wysublimowanych ruchów, przystojnej twarzy? Dodatkowo otaczała go aura tych ludzi, którym w życiu się powiodło, którzy mogą mieć wiele, jeśli zechcą, w zasadzie prawie wszystko.
- Już raz z tobą wygrałem - przypomniał pokornie i usłużnie, pochylając przy tym głowę. Założył również na twarz maskę słodkiej uprzejmości. - Pamiętasz, skarbie? - zapytał, choć uznawał to pytanie za retoryczne.
Później, po tym dziwacznym incydencie w cyrku, spotkali się przecież ponownie w kasynie, przy stole. Sante od razu ją poznał, ba, dlatego podszedł do tamtego właśnie stołu, nie potrafił sobie tego odmówić. A nie zwykł nie spełniać swoich kapryśnych zachcianek, jeśli tylko miał możliwość i czas.
Zaśmiał się krótko - absolutnie szczerze - na widok tego zakłamanego uśmiechu. Była wspaniałym kompanem, cudowną rywalką w tej śmiesznej grze, którą zaczynali ze sobą prowadzić. Potrafiła kłamać, zwodzić tak łatwo... jak tu nie chcieć z nią grać, jak sobie odmówić? Benjamin powoli pokręcił głową, w jego oczach nadal czaiło się rozbawienie, choć uśmiech powoli gasł na twarzy i ukrywał się w kącikach ust gotów do opuszczania swojej kryjówki w sprzyjających okolicznościach.
- Zjedz ze mną kolację.
To nie było pytanie. To nawet nie było prośbą, cała jego arogancja gładko zmieściła się w tych czterech słowach. Kogoś innego zapewne by sparaliżowała i zmusiła do zgody nawet wbrew woli samego zainteresowanego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veer

Dewastator


avatar
Liczba postów : 95

PisanieTemat: Re: Plac przed budynkiem   Wto 19 Sty 2016, 12:59

W swoim otoczeniu niechlubnie zaskarbiła sobie przydomek awanturniczki. Sine ślady znaczące kostki, znużenie wymalowane na twarzy, arsenał obelg będących na wyciągnięcie ręki — bez wątpienia zapracowała sobie na ów tytuł. Nie panowała nad agresją, była skora do wszelkich bójek, nawet jeśli mogły odbić się katastrofalnymi skutkami na jej osobie; kłóciła się, nie uznawała kompromisów, a każda zemsta musiała być złotym sztyletem wbijanym w serce delikwenta. Sunęła niczym cień pośród równie monotonnych, nadgryzionych zębem czasu kamienic, wyblakłego nieba, słońca, którego promienie straciły życiodajną moc. Stanowczo odrzucała uwagę, którą mogłaby zostać zaszczycona. Wolała stać z boku, póki zasięg niszczącej złości nie objął otoczenia — wówczas stawała się pierwszą damą chaotycznej opery, której niejednokrotnie była sprawcą. Ludzie wahali się przed zamienieniem z nią wyuczonych, banalnych zdań, rozmów o pogodzie, wszak nawet najwybitniejsza prognoza nie potrafiła przewidzieć wybuchu tego wulkanu. Szybko się nudziła; Spojrzała na chodnik przykryty warstwą miejskiego pyłu zmieszanego z białym, zimowym puchem, przykryty charakterystycznym miastowym elementem mroźnej zimy — brunatną chlapą. Wetknęła dłonie w głębokie kieszenie długiego płaszcza, wpierając sobie pozorne poczucie ciepła, którego w gruncie rzeczy nie dawał materiał. Słowa, wypowiedziane przez mężczyznę, wywołały u niej pogardliwe prychnięcie i dumne uniesienie podbródka.
Przegranej z oszustem nie uznaję za porażkę — zatrzymała potok słów, niby zbierając myśli — jednak rozumiem, że chciałeś mi coś udowodnić. Postąpiłabym podobnie, gdyby ktoś rzucił we mnie jadowitym wężem. — W myślach niemalże zwijała się ze śmiechu, widząc przetaczające się przed oczami, schowane za mgłą wspomnień obrazy — scenerię cyrku, opaskę na oczach, gada zbliżanego do jej dłoni, a w końcu spektakularne lądowanie zwierzęcia na mężczyźnie goszczącym na widowni. Ha! — Istotnie, udowodniłeś. Przynajmniej to, że z własnymi umiejętnościami nie miałbyś żadnych szans.
Kolejne pytanie nieco ją zszokowało, rozpętało wichurę rozmaitych przemyśleń w umyśle, które momentalnie powróciły na swoje miejsce, do właściwych szuflad. Uniosła brew w pytającym geście, lekko unosząc kąciki ust.
Odmówię sobie tej przyjemności — ucięła krótko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cynamon

Zdrajca


avatar
Liczba postów : 71

PisanieTemat: Re: Plac przed budynkiem   Wto 19 Sty 2016, 20:41

Z oszustem? Jakim oszustem? Grał zawsze uczciwie - zawsze! Inną sprawą było to, że krupierzy w kasynie byli podstawieni już od dawna i mieli czysty obowiązek czasami zgrabnie układać karty w talii na jego korzyść. To nie było oszustwo, to zwyczajny przywilej człowieka bogatego, którego było na to stać, nic więcej.
Ale Veer nie musiała być o tego faktu w pełni świadoma. Mogła się domyślać, mogło jej coś tak podpowiadać - niemniej od niego nie powinna, ba, nie mogła podobnych rzeczy usłyszeć.
- Po prostu dobrze gram - stwierdził gładko. Nie sprecyzował, jaki rodzaj gry ma na myśli. - I mam szczęście. Naprawdę uważasz, że przejąłbym się podobną głupotą?
Och, pewnie, że byś się przejął, Sante. Przecież to zrobiłeś. Kiedy wpadłeś tamtego dnia do kasyna, wcale nie miałeś zamiaru grać, byłeś tam przypadkiem, chciałeś porozmawiać z pewną osobą, tylko wtedy zobaczyłeś Ją na sali i nie potrafiłeś pójść dalej.
Lecz kto mógł mu zabronić oszukiwać nawet i samego siebie?
Nie spodziewał się, że odmówi. Cóż, jemu nie odmawiano z zasady, takie już było nieodłączne prawo tego świata. Mimo zdziwienia, które mieszkało się z gorzką frustracją, nawet jeden mięsień na jego twarzy nie drgnął, nie pozwolił swojemu ciału na tak wielką niesubordynację, by za nic w świecie nie odważyło się pokazać, jak ta odmowa ubodła jego ego - jedynie wściekły błysk pojawił się na sekundkę w jego oczach. Niby drobna szpilka, a tak cholernie dotkliwa i jeszcze nasączona jadem.
Uśmiechnął się, odchylając głowę miękko do tyłu. Przymknął oczy, gdy chłodny wiatr owiał jego twarz.
- To nie ja na tym tracę - odpowiedział tonem chłodnym, od niechcenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veer

Dewastator


avatar
Liczba postów : 95

PisanieTemat: Re: Plac przed budynkiem   Wto 19 Sty 2016, 21:23

Rzecz jasna, nie zdawała sobie sprawy z jego silnych wpływów w budynku kasyna. O uszy jedynie miały okazję obić się pogłoski o jego majątku, o byciu bogatym chłopcem, nieskazitelnym patrycjuszem. Nigdy nie wnikała w głąb tych plotek, które mogły skrywać spore ziarna prawdy — jej zainteresowanie mężczyzną nie wzrosło ani o jotę od czasu przypadkowego poznania brzmienia jego nazwiska, wydobywającego się z ust losowego, obcego człowieka. Powitała je bez krztyny entuzjazmu, nie miało go zaznać również przy pożegnaniu.
Naprawdę pytasz mnie o moje zdanie? Tak, przejąłbyś się. Nawet bardziej, niż przypuszczam. — Wzruszyła obojętnie ramionami. Słowa mówiące o bezapelacyjnie dobrej grze, łutach szczęścia, odbiły się od umysłu Veer niosąc za sobą silne echo kłamstwa. Nie musiała pytać, każdy oszust blefował. Nigdy nie pomyślałaby, że którykolwiek z nich z zimną obojętnością przytaknie oskarżeniom. Nie spełniłby wówczas swojej powinności wobec roli doskonałego kłamcy.
Drobna, zdradliwa nuta irytacji, która przemknęła przez jego oczy, raptem odbiła się w tafli głębokiej barwy tęczówek. Nie porwała uwagi kobiety, jej bystrość nie wykroczyła poza wszelkie ludzkie wybitności. Jedna, samotna myśl splotła swój tor z resztą, oznajmiając rzeczowym tonem, że jej gładka, olewcza odmowa ubodła ego mężczyzny. Była to jednak raptem jedna nić, pozbawiona znaczenia, siejąca jedynie drobne zwątpienie, nie pełne przekonanie; Odrzuciła jasne włosy płonące bladością sztucznego, spranego różu, gdy wiatr porwał kucyk wraz ze sobą, mroźnym dotknięciem zarzucając go na policzki muśnięte ręką chłodu.
Sugerujesz, że to dla mnie strata? — spytała tonem wprost przesączonym jawnym zwątpieniem, wprost kpiną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cynamon

Zdrajca


avatar
Liczba postów : 71

PisanieTemat: Re: Plac przed budynkiem   Wto 19 Sty 2016, 21:43

Zainteresowanie względem siebie mieli nierówne, to było jasne. Bo Sante był ciekaw. Lubił zagadki, lubił rzeczy, które nie były proste w obsłudze, lubił ludzi, którzy - paradoksalnie - nie lubili jego i nie mieli ochoty przebywać w jego towarzystwie, choć świadomość samego istnienia jednostek o podobnym podejściu sprawiała, że słodkie pęki dziecięcej złości rozkwitały. Bo jakim cudem ktoś miałby nie wpadać w zachwyt na sam jego widok?
- Właściwie to nie - odparł zgodnie z prawdą. Nie obchodziło go zdanie osób, które hucznie nazywał przyjaciółmi, czemu wobec tego miałaby interesować go opinia właśnie jej? - Lecz masz, oczywiście, rację, nie mam niczego ciekawszego do roboty niż bieganie jak piesek za dziewczyną z cyrku - parsknął, dorzucając całą garść zabarwionej ironią kpiny. Co z tego, że maskował nią prawdę? To nie miało najmniejszego choćby znaczenia dopóty, dopóki miał kaprys opowiadania właśnie tej wersji.
Nigdy nie przypuszczał, że odmowa ze strony zwykłej, nieznanej mu na dodatek, kobiety, będzie mu taką szpilą. Nigdy. Pewnie dlatego, że do tej pory mało kto mu odmawiał, choć sporadyczne przypadki występowały - inną sprawą było to, że zawsze udawało mu się po pewnym czasie naprostować te pochopne decyzje i koniec końców - wychodziło na jego. Tutaj... nie był do końca w stanie się łudzić.
- Głupie pytanie. - Pochylił się teraz i wyciągnął lewą dłoń z bezpiecznej i ciepłej kieszeni, by delikatnym, niemal czułym, gestem objąć bladymi palcami jej brodę i zadrzeć ją lekko do góry. - Na które znasz zresztą odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veer

Dewastator


avatar
Liczba postów : 95

PisanieTemat: Re: Plac przed budynkiem   Sro 20 Sty 2016, 12:57

Skoro tak mówisz — odparła, ignorując nuty ewidentnej ironii obecne w jego głosie. — Chodzi o godność. Ludzie, dla których ta jest pierwsza w hierarchii ważności, zawsze będą się mścić za zniewagę. — Uśmiechnęła się szyderczo. — To pakiet — dodała po chwili, uzupełniając swoje wcześniejsze słowa. Była w stanie wyjść z tą koncepcją bazując na samej sobie — na jej nieustannym poszukiwaniu słodkich kwiatów zemsty, na własnych wyszukanych intrygach. Nie byłaby w stanie odgonić upartych myśli, wyczyścić umysłu, tak długo, jak nie uwieńczyłaby sprawy cudzą porażką — nawet niekoniecznie zasłużoną czy oczywistą.
Zmarszczyła brwi czując dłoń ujmującą podbródek. Z jej twarzy zionęło oczywiste niezadowolenie, które jawiło się niczym ektoplazma na ścianie. Wbiła spojrzenie jasnych tęczówek, zdradzające całą irytację kłębiącą się we wnętrzu, w oczy mężczyzny. Och, oczywiście, że znam odpowiedź. Wolałabym rzucić się z mostu pod pociąg, zamiast szlajać się z Tobą, jeśli świat postawiłby mi ultimatum. Stanowczym ruchem odepchnęła jego dłoń od swojej twarzy.
Jadę do domu. Masz zamiar mnie podrzucić, czy może będziemy czekać na odmrożenia trzeciego stopnia? Mogę nawet cię wpuścić do mieszkania, od biedy. — Lekkim ruchem głowy wskazała na pojazd, który z cierpliwością godną świętego czekał na kaprys mężczyzny, który pozwoli mu do niego wsiąść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cynamon

Zdrajca


avatar
Liczba postów : 71

PisanieTemat: Re: Plac przed budynkiem   Czw 21 Sty 2016, 20:38

- Pierwsze zawsze są pieniądze, słońce - odparł i wzruszył od niechcenia ramionami. Co z tego, że duma szła razem z nimi dziarsko pod ramię i wcale nie ustępowała kroku? Z drugiej strony - czy nie była oczywista u ludzi jego pokroju? Takich, którzy głowy nosili wysoko, zadzierali nos ponad cały świat i cenili siebie przypuszczalnie za bardzo, niż faktycznie byli warci. Tylko nikt im o tym nie wspominał w obawie przed rychłą zemstą - tak bezczelne ugodzenie w sam środek ego zasługiwało na ripostę.
Powstrzymał śmiech, gdy odepchnęła jego dłoń. Sante nie był pewien, dlaczego ten gest nie wzbudził w nim frustracji czy choćby kolejnej dawki drobnego upokorzenia - ba, przeciwnie, nabierał wrażenia, że zaczyna nieźle się bawić przy tym wszystkim. Widząc jej niechęć, odczuwać ją na każdej płaszczyźnie swojego jestestwa, podziwiać ją niczym wybitne dzieło sztuki nakreślone na płótnie ręką mistrza. Już samo to spojrzenie... Ach, co to był za wzrok!
- Nie mam ciekawszej alternatywy.
Co mu szkodzi poświęcić tę parę chwil na dalszą grę? Spotkali się raptem po raz trzeci, a już ich relacja zdawała się przesądzona - nastawiona na potężną dawkę rozrywki i niezdrowej, chorej rywalizacji... o nic. Lecz Benjamin kapryśnie musiał pozwolić sobie na podobną zabawę, rzadko kiedy stawał przed prawdziwym wyzwaniem, a ta kobieta o twardych, jasnych oczach nie była dlań niczym innym. Pokonanie jej będzie wisienką na torcie, zdobyciem Monte Everestu.
Pewnie dlatego bez cienia wahania ruszył raźnym krokiem w stronę auta. Pozwolił, aby szofer otworzył przed nimi drzwi i wpuścił swoją nową - jak mniemał - zabawkę przodem. Teraz ona dyktowała drogę i pozornie nabierała przewagi, mieli znaleźć się na dobrze znanym jej gruncie, na jej własnym terytorium - i tym słodszy wydawał mu się przyszły triumf.

zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Plac przed budynkiem   

Powrót do góry Go down
 

Plac przed budynkiem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Jak chronić się przed promieniowaniem komórek.
» Słowianie - Izrael
» Plac zabaw nieopodal głównej ulicy.
» Przed kołatką

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Phantasmagoria :: Organizacja forumowa :: Dzielnice Centrum :: Ratusz-