IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Cynamon

Zdrajca


avatar
Liczba postów : 71

PisanieTemat: Park   Nie 21 Lut 2016, 12:47

Alejki. Drzewka. Roślinki. Trawka. Ławeczki. Żywopłoty. Gęsta roślinność. Gdzieś jeszcze sadzawka.
No co? W parku żeście nigdy nie byli?


Nie oglądaj się. Wyrównaj krok, wyrównaj oddech. Znajdź dobrą twarz.
Pozornie proste polecenia sprawiały najwięcej trudności. Byli tuż za nim i ta świadomość nie pomagała w logicznym rozumowaniu, serce nadawało nieznanym, przyśpieszonym rytmem, krew pulsowała w żyłach. Hormon strachu działał perfekcyjnie.
Adrenalina żądła, aby ruszył żywszym marszem, najlepiej puścił się biegiem przed siebie, uciekał panicznie - co majestatycznie kontrastowało z poleceniami wydawanymi przez próbujący opanować stres mózg. Chłodno i z dystansem. Przecież nie pierwszy raz deptali mu po piętach, musiał tylko zachować spokój. Wtopić się w tłum i udawać niewiniątko.
Kłopot tkwił w tym, że najwyraźniej doskonale wiedzieli, kogo mają złapać.
Cudownie.
Mimowolnie zwiększył tempo i obejrzał się za siebie, nerwowo oblizując usta. Źle, źle, cholernie niedobrze. Nie mógł teraz przeobrazić się w kogoś innego, widzieli go nazbyt dokładnie. I tak nie był dość głupi, by paradować bez kamuflażu - jego włosy miały cudowną ryżą barwę, wydłużył nos, zmienił owal twarzy i posypał ją piegami. Zbyt charakterystycznie, poniosła go inwencja twórcza.
Nie był nawet pewien, w którym momencie instynkt samozachowawczy wspierany przez adrenalinę zwyciężył z chłodnym rozsądkiem - i puścił się biegiem. Niemniej zachował resztki rozumu i nie biegł beztrosko środkiem głównej alejki, zgrabnie wyminął stojących mu na drodze ludzi i rzucił się na jeden z odgradzających żywopłotów, by przedrzeć się na drugą stronę. Nigdy nie szczycił się wybitną sprawnością fizyczną, nie miał prawa równać się choćby z najsłabszym podmiotem z jednostki specjalnej. Bez wątpienia zostałby zgnieciony na miazgę, jeszcze zanim zdążyłby wydusić z siebie pojedyncze zdanie.
A czy to było jego winą, że okrutne Insomnium pokarało go mocą tak żałośnie nieofensywną?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Monster

Badacz


avatar
Liczba postów : 143

PisanieTemat: Re: Park   Nie 21 Lut 2016, 13:12

Słyszał doskonale, że w jednym z parków jest pościg. Był świetnie poinformowany dzięki jakiemuś żółtodziobowi z Jednostki Specjalnej. Owszem, członkowie LaBex mieli pełne prawo do informacji, kto i kogo w danym momencie ściga ta organizacja paramilitarna, jednak chyba nie na środku ulicy... Skoro Monster nie był o niczym poinformowany, znaczyło to raczej, że tak powinno zostać, prawda? Jednak całe szczęście, że niektórym nowym w Jednostce Specjalnej wystarczyło się pochwalić zajmowanym stanowiskiem, aby pięknie wyśpiewali każdą informację.
Nie musiał biec. Szybki krok mu wystarczał, bo w końcu miał niemalże trzy metry, a długie nogi idealnie nadawały się do pokonywania dystansów. Rozglądał się za osobami, które mogłyby mu się wydać podejrzane. Jacyś ludzie, jasne... Pełno ludzi i weź tutaj wypatrz człowieka, o którego chodziło!
A jednak nie było to takie trudne, aby zobaczyć zbaczającego ze ścieżki mężczyznę, a przynajmniej kiedy miało się lepszy widok na otoczenie niż większość ludzi w tym świecie.
Ruszył w tamtą stronę, a kiedy tylko zauważył wojskowych zbliżających się tutaj, krzyknął do dowódcy.
- Gdzie jest oddział beta?! Mieli mi tutaj pomóc! Niedaleko pojawiła się wyrwa... Trzeba zabezpieczyć teren! - zaczął wrzeszczeć, a mężczyzna nie do końca zrozumiał, co się tutaj dzieje.
- Ścigamy niebezpiecznego Obdarzonego, który...
- Nie słuchasz mnie. Tam jest wyrwa. Jeżeli wasz Obdarzony tam pobiegł, najpewniej już do niej wpadł. Zresztą, ja sam nie widziałem, aby ktokolwiek biegł w tę stronę. Przyślijcie mi tutaj oddział beta, który ma zabezpieczyć teren! - mówił, a część z ludzi już pobiegła dalej, uznając, że przecież członek LaBexu kłamać nie może. Ktoś zajął się wzywaniem posiłków z bety, jednak kilkoro osobników zostało w pobliżu. Sam Monster ruszył w stronę domniemanej wyrwy. Za żywopłotem zauważył go i prędko dogonił.
- Obserwują to miejsce - powiedział jakby mężczyzna był jego jakimś dawnym znajomym. Żadnego część, niczego podobnego. Złapał go za ramię... Jakiś trzymetrowy Slenderman do ciebie podchodzi i zaczyna coś gadać? Chyba czas się wybrać do specjalisty.
- Przy jeziorze tworzy się wyrwa, więc tak bardzo się tutaj nie zbliżą, a przynajmniej nie oddziały alfa. Kupiłem ci trochę czasu... Uspokój się. Wdech i wydech. Usiądź może... Tam? Tam cię nie zobaczą na pewno - powiedział, wskazując większe zbiorowisko roślin zielonych. Drzewa, krzewy, jakieś większe rośliny. Było to tuż przy sztucznie utworzonym stawie. Na drugim brzegu można było zauważyć tajemniczą anomalię, którą jednak Monster się nie przejmował. Pojawiały się na kilka chwil i znikały, przynajmniej te w tym miejscu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cynamon

Zdrajca


avatar
Liczba postów : 71

PisanieTemat: Re: Park   Nie 21 Lut 2016, 13:30

Słuchał.
Że wyrwa?
Że tutaj?
Że co?

Zamarł w pół kroku i zafrapowany odwrócił się w tamtą stronę. Błąd. Kończyny odmówiły posłuszeństwa - ale czy to powinno dziwić kogokolwiek? Niecodziennym raczej widokiem jest monstrum nieomal dwukrotnie przewyższające dorosłego mężczyznę wzrostem. Choć to nie był powód, który pieczołowicie unieruchomił Cynka na te kilka chwil. Chodzący kościotrup o zaszytych rozcięciach wzdłuż kącików ust przemówił, lecz Sante niewiele zrozumiał.
Przyglądał się nieznajomemu - choć w myślach już, jakże trafnie, obdarzył go mianem potwora - z nieukrywanym zaskoczeniem, usta miał przy tym lekko rozchylone. No proszę. Ktoś zdarł Benjaminowi Sante jego nieśmiertelną maską i mógł podziwiać naturalne reakcje. Co z tego, że prezentowana przez niego twarz nie była jego własną?
Zamrugał kilka razy, próbował odzyskać rezon. Odchrząknął, zasłaniając usta jedną dłonią, a drugą strzepnął pajęcze palce ze swojego ramienia. I odsunął się, unosząc ręce w czasie tego ruchu w obronnym geście.
- Proszę mnie nie dotykać - zarządził ostrym tonem. Zdumienie zostało bardzo wdzięcznie zastąpione pozorną irytacją. Jego spacer został przerwany. Dokładnie. Wciel się w rolę, Cynek. - I nie wiem, o czym pan mówi. Spaceruję, nie lubię zatłoczonych alejek.
To Insomnium. Tutaj teoretycznie nic nie powinno już zaskakiwać czy wprawiać w osłupienie. Nawet ponad dwumetrowy jegomość o aparycji porządnego monstrum.
Niemniej Sante rzucił szybkie spojrzenie na wskazane przez Potwora miejsce. Rozważał to jako... opcję. Potencjalną alternatywą, może chwilowy przystanek. Zostawiłby tam płaszcz, zmienił twarz i poszedł dalej. Spokojnie, bez pośpiechu, jakby wcale nie gonili go cholernie agenci z cholernej Jednostki Specjalnej. Nie mieli kogo już łapać?! Przecież Cynek bardzo zgrabnie podsuwał co rusz nowe informacje o obdarzonych, nie miał żadnych skrupułów przed sprzedawaniem swoich braci - to miało mu gwarantować nietykalność.
Parskał w duchu. Proszę bardzo. Słowa rządu były warte tyle, co i jego własne. Nic, o ile nie mniej.
- Musiał mnie pan z kimś pomylić. Bardzo mi przykro - dodał jeszcze, siląc się na przyjazny ton i pomachał od niechcenia dłonią. Tak, tak, pomyłki każdemu się przecież zdarzają.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Monster

Badacz


avatar
Liczba postów : 143

PisanieTemat: Re: Park   Nie 21 Lut 2016, 13:58

Nie dziwił się ludziom, którzy go spotykali, że byli najczęściej przerażeni. Ci ludzie go bawili, owszem... Jednak czasami się też zastanawiał nad tym, jak sam by zareagował, spotykając takiego kościotrupa? Ach, ciekawe... Nie miał bladego pojęcia, bo już się przyzwyczaił do swojego wyglądu.
Nie siłował się, puszczając ramię chłopaka. Jedyne co mu się nie podobało to jego zachowania. Chciał się tak bawić? On do niego z pomocą, a ten udaje, że nic nie potrzebuje? Że go z kimś pomylono? Ludzie! Monster nigdy nie będzie w stanie ich zrozumieć. Po co robić jakieś przedstawienia i szopki, jeżeli można było się bez nich obejść, żyć w spokoju, ułatwić sobie wszystko...
- Ładny spacerek, trochę ruchu nikomu nie zaszkodzi... Tym bardziej, jeżeli goni cię oddział alfa Jednostki Specjalnej, który zazwyczaj wyłapuje Obdarzonych, a nie goni niewinnych obywateli - odparował spokojnie, uważnie mu się przyglądając. Jednak na kolejne słowa westchnął jedynie. Tak, tak. Musiał go z kimś pomylić. Oczywiście.
- Jeżeli uważasz, że się pomyliłem, proponuję poczekać tutaj na kogoś z Jednostki Specjalnej i oni rozstrzygną. Jesteś tylko zwykłym obywatelem, prawda? Nie masz się czego bać - zadrwił, a w jego głowie powoli zaczęły pojawiać się obrazy, jak chłopak ląduje w jednym z laboratoriów LaBexu na stole. Odpowiednio przywiązany, aby nie uciekał, a nad nim stałby jeden z jego kolegów gotowy rozciąć go żywcem. Nowe wyniki, potrzebne do badań były tak blisko... Dodatkowo jeszcze błagania o litość. Obdarzeni często tak płakali i prosili, aby ich wypuścić. Będą im posłuszni, powiedzą im to, co tylko chcą... Składali takie piękne obietnice w chwilach zagrożenia!
Potrząsnął głową, chcąc to wszystko wyrzucić z głowy. Znów Insomnium przejmowało nad nim kontrolę. Nienawidził tych eksperymentów na Obdarzonych! I na zwykłych ludziach... Ugh, powinien lepiej się pilnować! Nie może pozwalać, aby ta cholerna kraina snów przejmowała kontrolę nad jego myślami!
Złapał chłopaka za ramię, ciągnąć do miejsca, które wcześniej mu wskazał.
- Udawaj oszołomionego. Znalazłeś się tutaj, bo chciałeś po prostu pozwiedzać. Nie wiesz, co się dzieje, ale jesteś osłabiony, słabo kontaktujesz... Rozumiesz, co mówię? Jeśli tutaj ktoś przyjdzie, nie będziesz musiał się stresować i wymkniesz się, kiedy tylko wojsko się rozejdzie. Wyprowadzę cię z parku pod pretekstem zbadania ciebie jako osoby, która miała styczność z anomaliami... - mówił, ciągnąc go za sobą i zmuszając do tego, aby ten usiadł na ziemi pod drzewem. Pochylił się do niego.
- Nie próbuj sztuczek, bo wyjdzie ci tylko na złe. Nie lubię na nikim eksperymentować, nie zajmuję się tym. Obserwuję sobie kwiatki i zwierzątka, więc ja cię nie pokroję. Ale jeśli dorwą cię tamci, to ktoś na pewno zechce pooglądać twoje wnętrzności. Nawet, jeśli jesteś zwykłym obywatelem to coś masz za uszami, skoro wywołałeś takie poruszenie - powiedział, po chwili się prostując i rozglądając. Jeszcze tutaj nikogo nie było... I znów ryzykował swoje spokojne życie dla obcego. Ostatnio pomagał koledze z laboratorium, teraz kompletnie losowej osobie. Chyba powinien zacząć się uczyć, jak nie wtrącać w cudze problemy i życie.
- Widziałem jak nagle zszedłeś z dróżki. Nie migaj się od tego, że uciekałeś - zaznaczył dosyć wyraźnie. Miał całkiem niezły widok na całe otoczenie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cynamon

Zdrajca


avatar
Liczba postów : 71

PisanieTemat: Re: Park   Pon 22 Lut 2016, 20:44

Potrafił ukrywać strach. I zdumienie. W zasadzie sztuczne zastępowanie bieżących emocji innymi weszło mu w krew na tyle sprawnie, że nie miał najmniejszych problemów z akceptacją podobnych anomalii. Nie był również ograniczony - w tym świecie widywał już zbyt wiele cudów i dziwów, aby przejmować się zanadto jednym czy drugim wynaturzeniem. Chwilowy szok na widok monstrum mijał, wyręczyła go ponura ugoda.
Bywa. Prawda?
Niemniej nie zamierzał przyjmować pomocy, był przecież kompletnie niezależny, nie potrzebował nikogo. Wywinąłby się i tym razem, zmieniłby twarz, zrzuciłby płaszcz i szalik, maszerowałby dalej, jak gdyby nic się stało, w kompletnie innej powłoce. Szukali młodego człowieka o kędzierzawych włosach i jasnej, piegowatej karnacji, długim i haczykowatym nosie. Nie zwróciliby uwagi na mężczyznę około czterdziestki z siwiejącymi już ciemnymi włosami i szerokich nozdrzach. Mogliby zapytać go, czy aby nie widział człowieka, którego ścigali. Uśmiechnąłby się wówczas do nich przyjaźni i z lekka zdumiony wskazał potencjalnie przypuszczalny kierunek i zapytał naiwnie, kim ów młodzieniec był.
Nabraliby się. Zawsze nabierali, więc czemu niby nie tym razem?
- Masz absolutną słuszność - stwierdził pogodnie, jakby to wszystko nie miało miejsca. Jakby nie był ściganym Obdarzonym, jakby był naprawdę zwykłym mieszkańcem, który nie rozumie tego wszystkiego.
Oczywiście.
Poczekać... Zmarszczył brwi, próbując nie odrywać spojrzenia od bezdennego mroku oczu potwora. Potwór. Pracował razem z nimi, był równie paskudny, co i oni wszyscy razem wzięci. Był równie wielkim sukinsynem, co i sam Sante - zdradzał sobie podobnych i grzebał ich ideały. Teoretycznie zdrajca powinien słuchać rad zdrajcy. Lecz Benjamin nie znosił, gdy ktoś inny próbował nim sterować, sam był sobie panem i władcą losu, mógł robić jedynie to, na co miał akurat ochotę.
Niemniej bez prób wyrwania pozwolił się prowadzić, jak owieczka na rzeź ciągnięta. I słuchał. Uważnie, wyłapywał każde słowo. Wygiął usta w gorzkim uśmiechu.
- Bawisz się w Matkę Teresę? - parsknął pogardliwie. - Po co? Nie mieszaj się do spraw, które cię nie dotyczą.
Mimowolnie usiadł na tej ziemi, zmuszony do tego przez nieznajomego. Nadal wykrzywiając twarz w kwaśnej minie, podjął się metamorfozy. Bez skrępowania, bez słów wyjaśnień. Nie było po co ukrywać swojej prawdziwej natury, przecież ten tutaj i tak wiedział, że naprawdę jest Obdarzonym.
Zniknęły piegi, blada skóra pociemniała i przybrała miły dla oka, oliwkowy odcień. Rude loki wyprostowały się i zmieniły barwę na ciepły brąz przetykany resztami siwizny, nos zgarbił się, usta zwężyły. Owal twarzy uległ przekształceniu, dawniej spiczasta i niewinna buźka zmieniła się w twarz prawdziwego mężczyzny o szerokiej szczęce. Oczy zmieniły barwę, brwi swój kształt, na twarzy pojawiły się zmarszczki. Podniósł się z siadu i otrzepał, zdejmując przy okazji szalik i płaszcz. Zamierzał się ich pozbyć, wrzucić do pierwszego lepszego śmietnika lub w krzaki.
- Nie potrzebuję twojej łaski. Jesteś takim samym ścierwem, jak i oni. Próbujesz się dowartościować, pomagając takim jak ja? Czujesz się lepiej? - rzucił drwiącym tonem. - Sam sobie poradzę.
Poradzi. Oczywiście, że tak. Mógł założyć dowolną maskę w każdej chwili, zmieniał swoją aparycję, kiedy tylko zechciał i ograniczała go jedynie inwencja twórcza. Rzadko kiedy paradował ze swoją własną twarzą, zachowywał ją wyłącznie dla siebie. Cóż. Na wszelki wypadek.
Przezorny zawsze ubezpieczony, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Park   

Powrót do góry Go down
 

Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Park
» Tojadowy Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Phantasmagoria :: Organizacja forumowa :: Czerwony park-